Blog > Komentarze do wpisu
Arcybiskub Życiński i masoni

Ciekawy fragment tekstu Marka Zająca w Tygodniku Powszechnym z 26 sierpnia 2012 r. (nr 23/3294), pt. „Kościół postawiony pod ścianą”:

abp Życiński odwoływał się do doświadczeń z Korsyki, gdzie odprawiał mszę. Na twarzach uczestników malowało się znudzenie, a jedyną pieśnią, jaką znali, był korsykański hymn. Potem okazało się, że w większości należą do lóż masońskich. Zaskoczony arcybiskup zapytał, jaki sens ma łączenie działalności w masonerii z udziałem w liturgii, skoro według deklaracji kard. Josepha Ratzingera z 1983 r. członkowie lóż zaciągają karę ekskomuniki. W odpowiedzi usłyszał: „Ratzinger Ratzingerem, ale nikt z nas nie będzie taki głupi, żeby tuż przed wyborami do samorządu narażał się proboszczowi, nie przychodząc do kościoła”.

Życiński komentował: „Zrozumiałem wtedy mechanizmy lęku. Proboszczów straszy się masonami, przypisując tym ostatnim niemal nieograniczone możliwości działania. Z kolei masoni, zapewne nie tylko na Korsyce, boją się proboszczów. Ostatecznie pętla się zamyka. W tym systemie można dowolnie długo dzielić lęki i tropić wroga”.

Nie wiem skąd pochodzą cytowane przez Marka Zająca wspomnienia śp. J. Życińskiego – czy jest to fragment publikacji, czy też autor przytacza zasłyszane słowa. Jest to jednak ciekawa ilustracja pejzażu społecznego Francji, którego masoni stanowią nieodłączny element. Z ich szeregów pochodzi nierzadko mer miasta czy miasteczka, część radnych, a także inne lokalne osobistości: lekarze, adwokaci, nauczyciele. Takimi „prowincjonalnymi lekarzami” są np. byli wielcy mistrzowie Wielkiego Wschodu Francji, Guy Arcizet, czy Wielkiej Loży Francji, Alain-Noël Dubart. Wolnomularstwo stanowi więc składnik republikańskiego establishmentu, dzieląc jego cechy - oczywiście nie tylko te pozytywne...

Tekst ujawnia też radykalną różnicę doświadczeń Kościoła w Polsce i we Francji. Jak widać, francuscy masoni nie skrywają fartuszka zbyt głęboko, a korsykańskiemu proboszczowi nie przeszkadza obecność braci w kościelnych ławach. I nie chodzi tylko o to, że w kraju, gdzie praktykuje kilka procent populacji, nie można pozwolić sobie na wybredność w doborze wiernych. W niektórych obediencjach (GLNF, GLDF) większość osób to ludzie wierzący, chrzczący swoje dzieci, a nawet (tak, tak!) pielgrzymujący do miejsc świętych. Ten właśnie fenomen - znacznie głębszy niż doraźne gierki wyborcze -  najwyraźniej nie mieści się w głowie polskiego hierarchy, nawet tak otwartego jak J. Życiński.

niedziela, 02 września 2012, inicjacja

Polecane wpisy

  • La mort d’Hiram, a-t-elle été nécessaire ?

    Il n’y a qu’une chose qui soit certaine dans la vie d’homme : la mort. Et pourtant, de nos jours la mort, repoussée en marge de la vie sociale

  • Co jedzą masoni?

    W ostatnich dniach dość niespodziewanie znalazłem się z wizytą w Paryżu i oczywiście skorzystałem z okazji, żeby choć przez chwilę nie nacieszyć się masońskimi

  • Benedykt XVI i Franciszek I

    Wydawałoby się, że masoni nie mają zbyt wielu powodów, żeby lubić Józefa Ratzingera: w 1983 r., jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary wydał interpretację prawa k