Blog > Komentarze do wpisu
Krzew gorejący
Jedna z lóż „Droit Humain” w S:. nazywała się „Buisson ardent” czyli „Krzew gorejący”, a w świątyni, w której loża pracowała, wisiał obraz zatytułowany w ten sam sposób. Byłem dopiero uczniem wolnomularstwa i przyznam, że nazwa ta wydawała mi się niezrozumiała, wręcz dziwaczna. Lubię malarstwo i często przyglądałem się wspomnianemu obrazowi, dużemu abstrakcyjnemu płótnu, ale nie odnalazłem tam klucza do zagadki. Tymczasem gazety z ostatnich dni poświęciły sporo miejsca najnowszemu serialowi Agnieszki Holland zatytułowanemu… „Krzew gorejący”, a kto abonuje HBO, mógł sobie pierwszy odcinek serialu wczoraj obejrzeć. Tytułowy „Krzew gorejący” to Jan Palach, który w 1969 r. dokonał samospalenia, protestując przeciwko radzieckiej interwencji w Czechosłowacji. Palach jest dla Czechów narodowym symbolem, mówi o tym Agnieszka Holland w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Jeśli jednak wczytać się w wywiad, to widać, że chodzi o symbol szalenie skomplikowany, niejednoznaczny, tak jak pogmatwana była historia praskiej wiosny i życie ludzi w tę historię wplątanych. Gdy próbujemy wyrazić te zawiłości słowami, znaczenie męczeństwa Jana Palacha zaczyna rozpadać się na dziesiątki, a potem setki zdań, na niezliczone niuanse i pytania pozostawione bez odpowiedzi. Orientujemy się, że im bardziej staramy się tę tragedię zracjonalizować, tym bardziej czujemy się bezradni wobec jej wieloznaczności i niewyrażalności. I wtedy odwołanie do metafory gorejącego krzewu zaczyna jawić się jak rozwiązanie węzła gordyjskiego, jak nagłe sklejenie w jedną całość tych wszystkich niezliczonych pytań i odpowiedzi. Sięgamy bowiem do języka, a właściwie metajęzyka symboli, gdzie widzialne wyraża to, co niewidzialne, gdzie rozum łączy się z intuicją i gdzie proste przedmioty zbliżają nas do Prawdy bardziej niż uczone traktaty. Znana nam wszystkim biblijna metafora uwalnia się zaś z gorsetu religijnych kontekstów i nabiera nowych znaczeń, stając się symbolem, a więc uniwersalnym narzędziem duchowego poznania.

Warto zatem przypomnieć sobie fragment rozdziału 3 Księgi Wyjścia: Gdy Mojżesz pasał owce swego teścia, Jetry, kapłana Madianitów, zaprowadził
[pewnego razu] owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. [Mojżesz] widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego. Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: "Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?" Gdy zaś Pan ujrzał, że [Mojżesz] podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał <Bóg do> niego ze środka krzewu: "Mojżeszu, Mojżeszu!" On zaś odpowiedział: "Oto jestem". Rzekł mu [Bóg]: "Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na
którym stoisz, jest ziemią świętą".

poniedziałek, 04 marca 2013, inicjacja

Polecane wpisy

  • La mort d’Hiram, a-t-elle été nécessaire ?

    Il n’y a qu’une chose qui soit certaine dans la vie d’homme : la mort. Et pourtant, de nos jours la mort, repoussée en marge de la vie sociale

  • Co jedzą masoni?

    W ostatnich dniach dość niespodziewanie znalazłem się z wizytą w Paryżu i oczywiście skorzystałem z okazji, żeby choć przez chwilę nie nacieszyć się masońskimi

  • Masoneria i zaczarowanie świata na nowo

    Z przyjemnością odnotowuję komentarze, które pojawiły się na blogu po jego wznowieniu. TS powątpiewa, czy wolnomularstwo rzeczywiście stawia sobie za cel „