RSS
piątek, 26 grudnia 2014
La mort d’Hiram, a-t-elle été nécessaire ?
Il n’y a qu’une chose qui soit certaine dans la vie d’homme : la mort. Et pourtant, de nos jours la mort, repoussée en marge de la vie sociale, est soigneusement cachée devant nos yeux. Elle est devenue une sorte de maladie honteuse que l’on ne mentionne que furtivement et que l’on a confiée, par souci de praticité, aux soins des médecins et des prêtres. D’autant plus grande est la surprise d’un néophyte contemporain qui découvre que la mort est un des pivots de la franc-maçonnerie : nous vivons notre propre mort au moment de l’initiation, nous portons – lors du banquet de la Saint Jean d’Hiver - un toast au courage face à la mort et enfin, lors de l’élévation au grade de maître, nous sommes confrontés au mystère de la mort d’Hiram. Pour ce qui me concerne , le passage au troisième degré a été jusqu’à présent le moment le plus fort dans mon cheminement initiatique. Je suis donc tenté d’affirmer que la mort d’Hiram était nécessaire pour mon propre progrès spirituel. Cependant, pour justifier cette réponse d’une façon plus objective, il faut remarquer à titre liminaire que cette mort a deux aspects : c’est d’abord la mort réelle d’un homme concret, mais il s’agit également d’un élément central du mythe fondateur de la franc-maçonnerie.
środa, 10 kwietnia 2013
Co jedzą masoni?

W ostatnich dniach dość niespodziewanie znalazłem się z wizytą w Paryżu i oczywiście skorzystałem z okazji, żeby choć przez chwilę nie nacieszyć się masońskimi atrakcjami miasta. Polacy zaineresowani tematem winni wiedzieć, że z polskiej szkoły przy rue Lamandé – funkcjonującej już od 1842 r. w stylowym budynku z epoki i dysponującej przyzwoitą i niedrogą bazą noclegową – jest o rzut kamieniem do siedziby Grande Loge de France przy rue Puteaux. Nie trzeba być wolnomularzem, żeby zwiedzić budynek, w tym interesującą kolekcję masoników i bibliotekę, oraz żeby skorzystać z „klubowej” restauracji w podziemiach. Ostrzegam, że – przynajmniej jak na francuskie warunki – walory gastronomiczne „Kręgu Szkockiego” („Cercle Ecossais” – tak właśnie nazywa się restauracja) są niewysokie, ale za to można tam poczuć odrobinę masońskiej atmosfery, np. zobaczyć na własne oczy Wielkiego Mistrza Marca Henryego, jak przysiada się do portiera i – po wymianie tradycyjnych wolnomularskich pozdrowień – zjada z nim wspólnie déjeuner (lunch). Jako ciekawostkę załączam jadłospis.

09:41, inicjacja
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 marca 2013
Benedykt XVI i Franciszek I

Wydawałoby się, że masoni nie mają zbyt wielu powodów, żeby lubić Józefa Ratzingera: w 1983 r., jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary wydał interpretację prawa kanonicznego, w której stwierdził, że katolikom nie wolno przynależeć do lóż. Rozwiało to nadzieje wywołane ogłoszeniem przez Jana Pawła II nowego kodeksu prawa kanonicznego, w którym taki zakaz nie został zawarty, co wydawało się stanowić przełom w podejściu Stolicy Apostolskiej do naszego zakonu. Tymczasem dzisiaj rano w II programie Polskiego Radia usłyszałem z ust Jerzego Kisielewskiego informację, która każe poddać w watpliwość bezwarunkowość antymasonizmu Józefa Ratzingera. Okazuje się bowiem, że gdy był już papieżem Benedyktem XVI, zarzucano mu, że odprawił mszę św. za notorycznego masona, niejakiego Amadeusza Mozarta…

Wieczór przyniósł znacznie ciekawszą informację: wybór nowego papieża, Franciszka I. Już samo to imię wiele mówi o poglądach argentyńskiego następcy Św. Piotra. Ja zaś ze wzruszeniem wysłuchałem błogosławieństwa udzielonego urbi et orbi: Franciszek I nie tylko wielokrotnie zwracał się do wiernych „bracia i siostry”, ale też mówił o potrzebie braterstwa powszechnego. Czy można sobie wyobrazić bardziej masońskiego papieża?

Ośmielam się publicznie zaapelować do polskich potęg masońskich, aby wystosowały do Franciszka I należyte gratulacje i życzenia z okazji wyboru – wzorem Sz:. L:. Kopernik na W:. Paryża, która w 1978 r. gratulacje takie wysłała Janowi Pawłowi II i która otrzymała od niego podziękowania i błogosławieństwo. Miejmy nadzieję, że tak jak Jan Paweł II zniósł zakaz przynależności do wolnomularstwa w kodeksie prawa kanonicznego, tak Franciszek I zmieni interpretację tego kodeksu w bardziej przychylnym dla Sztuki Królewskiej duchu.

22:41, inicjacja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 marca 2013
Krzew gorejący
Jedna z lóż „Droit Humain” w S:. nazywała się „Buisson ardent” czyli „Krzew gorejący”, a w świątyni, w której loża pracowała, wisiał obraz zatytułowany w ten sam sposób. Byłem dopiero uczniem wolnomularstwa i przyznam, że nazwa ta wydawała mi się niezrozumiała, wręcz dziwaczna. Lubię malarstwo i często przyglądałem się wspomnianemu obrazowi, dużemu abstrakcyjnemu płótnu, ale nie odnalazłem tam klucza do zagadki. Tymczasem gazety z ostatnich dni poświęciły sporo miejsca najnowszemu serialowi Agnieszki Holland zatytułowanemu… „Krzew gorejący”, a kto abonuje HBO, mógł sobie pierwszy odcinek serialu wczoraj obejrzeć. Tytułowy „Krzew gorejący” to Jan Palach, który w 1969 r. dokonał samospalenia, protestując przeciwko radzieckiej interwencji w Czechosłowacji. Palach jest dla Czechów narodowym symbolem, mówi o tym Agnieszka Holland w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Jeśli jednak wczytać się w wywiad, to widać, że chodzi o symbol szalenie skomplikowany, niejednoznaczny, tak jak pogmatwana była historia praskiej wiosny i życie ludzi w tę historię wplątanych. Gdy próbujemy wyrazić te zawiłości słowami, znaczenie męczeństwa Jana Palacha zaczyna rozpadać się na dziesiątki, a potem setki zdań, na niezliczone niuanse i pytania pozostawione bez odpowiedzi. Orientujemy się, że im bardziej staramy się tę tragedię zracjonalizować, tym bardziej czujemy się bezradni wobec jej wieloznaczności i niewyrażalności. I wtedy odwołanie do metafory gorejącego krzewu zaczyna jawić się jak rozwiązanie węzła gordyjskiego, jak nagłe sklejenie w jedną całość tych wszystkich niezliczonych pytań i odpowiedzi. Sięgamy bowiem do języka, a właściwie metajęzyka symboli, gdzie widzialne wyraża to, co niewidzialne, gdzie rozum łączy się z intuicją i gdzie proste przedmioty zbliżają nas do Prawdy bardziej niż uczone traktaty. Znana nam wszystkim biblijna metafora uwalnia się zaś z gorsetu religijnych kontekstów i nabiera nowych znaczeń, stając się symbolem, a więc uniwersalnym narzędziem duchowego poznania.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Belgijski Sąd Kasacyjny i symbolika wolnomularska

My, masoni, kochamy tajemnice. Dzieje się tak m.in. dlatego, że w naszych pracach dominuje język paraboli i symbolizmu. Poprzez symbole staramy się wyrazić treści, które słowa są w stanie przekazać jedynie w bardzo ułomny sposób. Badamy symbole zawarte w najróżniejszych kulturach i doszukujemy się w nich uniwersalnego przesłania. Sami zaś używamy symboli wolnomularskich w naszych dziełach. Czynimy to zazwyczaj w formie dyskretnych aluzji, dostrzegalnych jedynie dla wprawionego oka. I równocześnie naszym wprawionym w wolnomularskiej sztuce okiem poszukujemy takich symboli jako śladów braterskiej obecności w profańskim świecie. Ich odnalezienie tym większą sprawia radość, im mniej ich odnalezienia się spodziewamy. I tak właśnie zdarzyło mi się dziś rano; poszukiwałem informacji na stronach internetowych belgijskiego Sądu Kasacyjnego, gdzie ukazał się mi się niespodziewanie taki widok:

www.cass.be

Wolnomularscy czytelnicy rozpoznają bez trudu znaki obecne na wschodzie naszych świątyń. Czytelnikom profańskim pozostawiam zaś przyjemność szperania w książkach i albumach w celu dowiedzenia się, jak wygląda geografia loży i co widzi neofita po zdjęciu opaski. Podpowiem, że zdjęcie opaski to moment otrzymania przez neofitę światła. I właśnie ta najradośniejsza w wolnomularskim życiu chwila przypomniała mi się, kiedy otworzyłem stronę belgijskiego Sądu Kasacyjnego.

 

21:38, inicjacja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 września 2012
Masoneria i zaczarowanie świata na nowo

Z przyjemnością odnotowuję komentarze, które pojawiły się na blogu po jego wznowieniu. TS powątpiewa, czy wolnomularstwo rzeczywiście stawia sobie za cel „zaczarowanie świata na nowo”. A jednak taki właśnie postulat pojawia się we wszystkich praktycznie obediencjach francuskich, nawet tych  nastawionych najbardziej racjonalistycznie. Internet dostarcza licznych przykładów.

I tak np. na stronie loży Harmonio Wielkiego Wschodu Francji czytamy:

« Le Symbole et le sacré qui sont omniprésents dans et autour de nos travaux en loge ne seraient ils pas également une des clés pour ré-enchanter le monde. Comment pouvons nous les mettre en œuvre pour atteindre cet objectif ambitieux, cet idéal, cette utopie ».

Tłumaczę to w następujący sposób : „Czy symbole i sacrum wszechobecne w naszych pracach w lożach i wokół nich nie są również kluczami do zaczarowania świata na nowo? Jak możemy je wykorzystać, żeby osiągnąć ten ambitny cel, ten ideał, tę utopię”?

Zaczarowaniu świata na nowo poświęca artykuł przewodniczący francuskiego Droit Humain, Jacques Semoulian (« La Modernité à l’épreuve de la Postmodernité ou réenchanter le monde »):

Żeby podołać kryzysowi wartości, należałoby zaczarować świat na nowo! (Maffesoli), opierając się na nowych paradygmatach: różnorodności, wielości, metyzacji, równości, pluralizmie i przede wszystkim kontekstualizacji. Ideą centralną jest, że to interakcje ludzkie pozwalają nabyć, poprzez egzystencjalne doświadczenie prawdy i dobra, poczucie wartości, pragnienie zaufania, rewolucję miłości uniwersalnej i zróżnicowanej.

Metoda masońska daje to wszystko. Zmusza ona do absolutnego szacunku dla Innego, w jego różnorodności i odmienności. Braterstwo, które czyni ludzi równymi, winno pozwolić nam uwzględnić czynniki emocjonalne i irracjonalne. Nasze tradycyjne obrzędy odwołują się do gry archetypów, czynników archaicznych i nieświadomych, tajemnicy. Metoda masońska, która uwzględnia złożoność jednostek, która ofiarowuje im drogę doskonalenia, prowadzi je w naturalny sposób do postmodernizmu.

(…) W optyce postmodernistycznej, to co jest sprawiedliwe nie jest ani prawem, ani kodeksem, ani niewzruszoną normą, ale raczej miarą pozostającą w ciągłym ruchu, w sensie heraklitowym, to znaczy wciąż odnawianą, ale nigdy nie dokończoną, pozostawiającą istotne miejsce wyobraźni”.

(http://www.droithumain-france.org/contenu/tradition-modernite/une-demarche-maconnique/reenchanter-le-monde)

Mam pewne wątpliwości, nie rozumiem na przykład do końca, co to jest „rewolucja miłości uniwersalnej i zróżnicowanej”. Niemniej tekst zasługuje na uwagę, ponieważ podejmuje próbę wyjaśnienia, na czym owo „zaczarowanie świata na nowo” ma polegać.

Brak mi czasu niestety na przytoczenie przykładów pochodzących od przedstawicieli innych obediencji.

23:07, inicjacja
Link Komentarze (14) »
wtorek, 04 września 2012
Masoni przeciwko nihilizmowi

W literaturze Olivier Adam kreśli rozpaczliwy obraz społeczeństwa, a Christine Angot nie przestaje eksploatować kazirodztwa. W kinematografii choroba jest centralną postacią licznych filmów. Czy francuska fantazja umarła?”

To cytat z Le Figaro (http://www.lefigaro.fr/culture/2012/09/02/03004-20120902ARTFIG00167-quand-la-culture-francaise-broie-du-noir.php), który przytaczam, żeby zilustrować mój pogląd, że laicka i racjonalistyczna Francja to kraj, w którym ludzie stracili wiarę, a z nią i nadzieję (http://inicjacja.blox.pl/2012/08/Czas-wznowic-blog.html). Wspomnianych wyżej współczesnych pisarzy francuskich nikt za granicą nie zna i raczej znać nie chce, nie pomagają miliony przeznaczane przez Republikę Francuską na promocję kultury. Światową karierę zrobił natomiast arcymistrz rozpaczy i nihilizmu Michel Houellebecq. Do jego licznych polskich przekładów odsyłam wszystkich, którzy chcieliby się bardziej szczegółowo dowiedzieć, w czym przejawia się destrukcyjne działanie metafizycznej pustki.

Co do stanu współczesnego społeczeństwa francuskiego nie pozostawia też złudzeń komentator Le Figaro, Jean-Marie Rouart: „Dzisiejsza literatura wyraża niepokój wynikający z „odczarowania świata”, by użyć formuły Marcela Gaucheta. Cud chrześcijański już nie istnieje. Wiara dawała nadzieję nawet tym, którzy nie podzielali wiary chrześcijańskiej. (…) To, że mamy społeczeństwo coraz bardziej materialistyczne, o niskich horyzontach, nie budzi entuzjazmu. Merkantylizacja ogranicza przestrzeń nadziei. Rzeczywistość miażdży ideał”.

Nazwisko „Jean-Marie Rouart” wrzucam do Google’a. Fakt, że komentator prestiżowej gazety wyraża te same co ja poglądy, rzecz jasna mi pochlebia i chciałbym się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Dowiaduję się więc po pierwsze, że Jean-Marie Rouart zasiada w Akademii Francuskiej (czyli jest „nieśmiertelny”!), a po drugie, że… jest wolnomularzem („ponieważ ich idee były inne niż te, które panowały w mojej rodzinie”).

Tak, w świetle tej wiedzy poglądy Jeana-Marie Rouarta nie dziwią, ponieważ współczesne wolnomularstwo, przynajmniej to francuskie, stawia sobie za zadanie „zaczarowanie świata na nowo”, tzn. znalezienie alternatywy dla duchowej pustki materializmu. Zaczarowujemy świat na nowo poprzez skrupulatne praktykowanie naszych rytuałów, poprzez zgłębianie symboli masońskich, w których prawdy abstrakcyjne znajdują swój dostępny dla zmysłów przekład. Działania nasze nie mają jednak charakteru religijnego. Jesteśmy po prostu przekonani, że daleko poza troskami życia materialnego rozciąga się dla wolnomularzy szeroka dziedzina myśli i działania – a więc właśnie świat duchowy.

21:59, inicjacja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 września 2012
Arcybiskub Życiński i masoni

Ciekawy fragment tekstu Marka Zająca w Tygodniku Powszechnym z 26 sierpnia 2012 r. (nr 23/3294), pt. „Kościół postawiony pod ścianą”:

abp Życiński odwoływał się do doświadczeń z Korsyki, gdzie odprawiał mszę. Na twarzach uczestników malowało się znudzenie, a jedyną pieśnią, jaką znali, był korsykański hymn. Potem okazało się, że w większości należą do lóż masońskich. Zaskoczony arcybiskup zapytał, jaki sens ma łączenie działalności w masonerii z udziałem w liturgii, skoro według deklaracji kard. Josepha Ratzingera z 1983 r. członkowie lóż zaciągają karę ekskomuniki. W odpowiedzi usłyszał: „Ratzinger Ratzingerem, ale nikt z nas nie będzie taki głupi, żeby tuż przed wyborami do samorządu narażał się proboszczowi, nie przychodząc do kościoła”.

Życiński komentował: „Zrozumiałem wtedy mechanizmy lęku. Proboszczów straszy się masonami, przypisując tym ostatnim niemal nieograniczone możliwości działania. Z kolei masoni, zapewne nie tylko na Korsyce, boją się proboszczów. Ostatecznie pętla się zamyka. W tym systemie można dowolnie długo dzielić lęki i tropić wroga”.

Nie wiem skąd pochodzą cytowane przez Marka Zająca wspomnienia śp. J. Życińskiego – czy jest to fragment publikacji, czy też autor przytacza zasłyszane słowa. Jest to jednak ciekawa ilustracja pejzażu społecznego Francji, którego masoni stanowią nieodłączny element. Z ich szeregów pochodzi nierzadko mer miasta czy miasteczka, część radnych, a także inne lokalne osobistości: lekarze, adwokaci, nauczyciele. Takimi „prowincjonalnymi lekarzami” są np. byli wielcy mistrzowie Wielkiego Wschodu Francji, Guy Arcizet, czy Wielkiej Loży Francji, Alain-Noël Dubart. Wolnomularstwo stanowi więc składnik republikańskiego establishmentu, dzieląc jego cechy - oczywiście nie tylko te pozytywne...

Tekst ujawnia też radykalną różnicę doświadczeń Kościoła w Polsce i we Francji. Jak widać, francuscy masoni nie skrywają fartuszka zbyt głęboko, a korsykańskiemu proboszczowi nie przeszkadza obecność braci w kościelnych ławach. I nie chodzi tylko o to, że w kraju, gdzie praktykuje kilka procent populacji, nie można pozwolić sobie na wybredność w doborze wiernych. W niektórych obediencjach (GLNF, GLDF) większość osób to ludzie wierzący, chrzczący swoje dzieci, a nawet (tak, tak!) pielgrzymujący do miejsc świętych. Ten właśnie fenomen - znacznie głębszy niż doraźne gierki wyborcze -  najwyraźniej nie mieści się w głowie polskiego hierarchy, nawet tak otwartego jak J. Życiński.

21:32, inicjacja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 sierpnia 2012
Czas wznowić blog?
Czytam tak dużo i tak często budzi się we mnie chęć skomentowania myśli, zdarzeń, że czas najwyższy „wyjść z izby rozmyślań” i odnowić blog. Na kanwie artykułu Adama Szostkiewicza S:. Mirka (http://aszera.wordpress.com/) pisze: „ani konserwatyzm, ani postępowe nowinki procesu laicyzacyjnego nie powstrzymuje, i to nigdzie. Zwolenników państw świeckich, oddzielonych od kościołów, racjonalnych, winno to cieszyć. I mnie cieszyło przez wiele, wiele lat mego życia. Ale teraz przestało. Bo co wlewa się w miejsce słabnącej wiary? wiara rynkowa, finansowa, materialistyczna. (…) czuję się w duchu masonką chrześcijańską, a moje myślenie i wybory przebiegają w poprzek wszelkich możliwych podziałów politycznych, społecznych, obediencyjnych. Nie wiem, co z tego wszystkiego wyniknie. Ale wyniknąć musi, bo życie nie zna próżni”.
środa, 02 listopada 2011
Bitwa o Sztukę Królewską - c.d.

Oto wiadomość, która wpisuje sie w debatę o wolnomularskiej regularności. W dniu 9 listopada 2011 r. były Wielki Oficer Wielkiej Zjednoczonej Loży Anglii (UGLE) wygłosi deskę w… siedzibie Wielkiego Wschodu Francji przy rue Cadet w Paryżu. Jak wiadomo, UGLE zerwała kontakty z Wielkim Wschodem Francji w 1877 r., a członkom UGLE nie wolno nawet odwiedzać lóż powiązanych z Wielkim Wschodem. Formalnie rzecz biorąc wolnomularz ów naraża się zatem na konsekwencje dyscyplinarne. Ale równocześnie wydarzeniu nadano wielką rangę. Oficjalnym organizatorem nie jest co prawda Wielki Wschód jako taki, a tylko jedna z lóż, ale prace odbędą się w największej świątyni budynku rue Cadet, a deski pt. „Droga duchowa wolnomularstwa, próba podejścia porównawczego pod kątem konwergencji” wysłucha sam Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu. Co ciekawe, przedstawiciela nieuznającej inicjacji kobiet UGLE wysłucha też grono sióstr z Wielkiego Wschodu i obediencji zaprzyjaźnionych.

13:43, inicjacja
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7