RSS
środa, 13 marca 2013
Benedykt XVI i Franciszek I

Wydawałoby się, że masoni nie mają zbyt wielu powodów, żeby lubić Józefa Ratzingera: w 1983 r., jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary wydał interpretację prawa kanonicznego, w której stwierdził, że katolikom nie wolno przynależeć do lóż. Rozwiało to nadzieje wywołane ogłoszeniem przez Jana Pawła II nowego kodeksu prawa kanonicznego, w którym taki zakaz nie został zawarty, co wydawało się stanowić przełom w podejściu Stolicy Apostolskiej do naszego zakonu. Tymczasem dzisiaj rano w II programie Polskiego Radia usłyszałem z ust Jerzego Kisielewskiego informację, która każe poddać w watpliwość bezwarunkowość antymasonizmu Józefa Ratzingera. Okazuje się bowiem, że gdy był już papieżem Benedyktem XVI, zarzucano mu, że odprawił mszę św. za notorycznego masona, niejakiego Amadeusza Mozarta…

Wieczór przyniósł znacznie ciekawszą informację: wybór nowego papieża, Franciszka I. Już samo to imię wiele mówi o poglądach argentyńskiego następcy Św. Piotra. Ja zaś ze wzruszeniem wysłuchałem błogosławieństwa udzielonego urbi et orbi: Franciszek I nie tylko wielokrotnie zwracał się do wiernych „bracia i siostry”, ale też mówił o potrzebie braterstwa powszechnego. Czy można sobie wyobrazić bardziej masońskiego papieża?

Ośmielam się publicznie zaapelować do polskich potęg masońskich, aby wystosowały do Franciszka I należyte gratulacje i życzenia z okazji wyboru – wzorem Sz:. L:. Kopernik na W:. Paryża, która w 1978 r. gratulacje takie wysłała Janowi Pawłowi II i która otrzymała od niego podziękowania i błogosławieństwo. Miejmy nadzieję, że tak jak Jan Paweł II zniósł zakaz przynależności do wolnomularstwa w kodeksie prawa kanonicznego, tak Franciszek I zmieni interpretację tego kodeksu w bardziej przychylnym dla Sztuki Królewskiej duchu.

22:41, inicjacja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 marca 2013
Krzew gorejący
Jedna z lóż „Droit Humain” w S:. nazywała się „Buisson ardent” czyli „Krzew gorejący”, a w świątyni, w której loża pracowała, wisiał obraz zatytułowany w ten sam sposób. Byłem dopiero uczniem wolnomularstwa i przyznam, że nazwa ta wydawała mi się niezrozumiała, wręcz dziwaczna. Lubię malarstwo i często przyglądałem się wspomnianemu obrazowi, dużemu abstrakcyjnemu płótnu, ale nie odnalazłem tam klucza do zagadki. Tymczasem gazety z ostatnich dni poświęciły sporo miejsca najnowszemu serialowi Agnieszki Holland zatytułowanemu… „Krzew gorejący”, a kto abonuje HBO, mógł sobie pierwszy odcinek serialu wczoraj obejrzeć. Tytułowy „Krzew gorejący” to Jan Palach, który w 1969 r. dokonał samospalenia, protestując przeciwko radzieckiej interwencji w Czechosłowacji. Palach jest dla Czechów narodowym symbolem, mówi o tym Agnieszka Holland w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Jeśli jednak wczytać się w wywiad, to widać, że chodzi o symbol szalenie skomplikowany, niejednoznaczny, tak jak pogmatwana była historia praskiej wiosny i życie ludzi w tę historię wplątanych. Gdy próbujemy wyrazić te zawiłości słowami, znaczenie męczeństwa Jana Palacha zaczyna rozpadać się na dziesiątki, a potem setki zdań, na niezliczone niuanse i pytania pozostawione bez odpowiedzi. Orientujemy się, że im bardziej staramy się tę tragedię zracjonalizować, tym bardziej czujemy się bezradni wobec jej wieloznaczności i niewyrażalności. I wtedy odwołanie do metafory gorejącego krzewu zaczyna jawić się jak rozwiązanie węzła gordyjskiego, jak nagłe sklejenie w jedną całość tych wszystkich niezliczonych pytań i odpowiedzi. Sięgamy bowiem do języka, a właściwie metajęzyka symboli, gdzie widzialne wyraża to, co niewidzialne, gdzie rozum łączy się z intuicją i gdzie proste przedmioty zbliżają nas do Prawdy bardziej niż uczone traktaty. Znana nam wszystkim biblijna metafora uwalnia się zaś z gorsetu religijnych kontekstów i nabiera nowych znaczeń, stając się symbolem, a więc uniwersalnym narzędziem duchowego poznania.